Pet Cementary

projekty » Pet Cementary

Pet Cementary


Jaskinie w stanie Quintana Roo w 99% nie są głębsze niż 20m, a najczęściej ich korytarze biegną na głębokości od 2m do 15m tworząc rozbudowaną sieć korytarzy przypominającą pajęczynę.

Studnia The Pit i studnia Blue Abyss są jedynymi miejscami, które opadały na znacznie większe głębokości (70m - 119m) i doprowadzały do dolnego piętra jaskiń. Woda na tej głębokości jest już słona i doprowadza do znacznej korozji skał. Obydwie studnie leżą blisko siebie (500m) więc nasuwa się prosty wniosek, że mogą one opadać do wspólnego, głębokiego kolektora.

Połączenie tych studni to pracochłonne, ale zarazem bardzo pociągające wyzwanie. Każda z nich należy do dwóch olbrzymich systemów jaskiniowych The Pit do Dos Ojos a Blue Abyss do Sac Actun. Połączenie tych studni oznaczałoby połączenie obydwu systemów w jeden prawie 300km ciag!!!!!


Od strony Pita wiele zespołów eksplorowało system z rożnymi efektami, a ostatnia udana eksploracja odbyła się w 2000 roku i nie przypuszczam by ktoś wtedy myślał o połączeniu tych jaskiń na tym poziomie czyli na 100m głębokości.


Moje pierwsze nurkowania turystyczne w The Pit wykonałem w 2007 i 2008 roku. Wtedy poznałem dokładnie studnie do 70m i zamarzyłem o wykonaniu kolejnych głębszych nurkowań. W 2009 roku po paru dniach przygotowań udało mi się dopłynąć na przodek i odkryć nowy kawałek korytarza leżący na końcu Next Generation Tunnel, nazwałem go Getin Step. Było to co prawda tylko 40m nowego ale ta akcja uzmysłowiła mi, że eksploracja The Pit jest w moim zasięgu a i sama jaskinia ma spory potencjał. Tamto nurkowanie zajęło mi 4,5 godzin i wykonałem je na jednym rebreatherze i aż z 10 butlami bailoutowymi. Już zaraz po wyjściu z wody zdałem sobie sprawę, że tą techniką daleko nie zajadę i budowa dualrebreathera będzie niezbędna by kontynuować eksploracje.


Rok 2010 to już pierwsze próby użycia dualrebreathera i kolejne 100m nowego, a co ważniejsze na ostatnich metrach korytarz nieoczekiwanie skręcił w kierunku Blue Abyss. To był moment kiedy po raz pierwszy zaświtał mi w głowie pomysł o połączeniu. Korytarz obszerny, biegnący na tej samej głębokości co Blue Abyss i na dodatek w odpowiednim kierunku. Czemu by nie miały się łączyć??


Tak narodził się w głowie projekt "The Pit - Blue Abyss" Pierwsze nurkowania w Pet Cementary (z tej cenoty jest najblizsza droga do Blue Abyss) wykonałem jeszcze w 2010 roku. Znalezienie drogi do Blue Abyss nie jest łatwe. 3 jumpy i ponad 40 minut płynięcia od wejścia by dostać się w górną cześć ogromnej studni Blue Abyss.



Po drodze dwa ciasne miejsca. W SideMount spokojne do przepłynięcia, ale już z rebem, a później z podwójnym rebem już kłopotliwe. A tu trzeba jeszcze zabrać dodatkowe butle z trymiksem na zejście na dół studni i gazy deco na dekompresje. I choć studnia jest przepiękna to mało kto ją z tych powodów odwiedza, a jeszcze mniej osób zapuszcza się na jej dno na 70m.

Projekt w sam raz na użycie mojego podwójnego reba!!!! Oczywiście pierwsze nurkowania robilem w SM, potem na pojedynczym rebie i w końcu jak czułem się komfortowo to przesiadłem się na mojego dualreba i nawet całkiem sprawnie szło mi w nim przechodzenie ciasnot. Dla skrócenia czasu dopływania do studni używałem skutera.


2010 rok to poznawanie dna studni, filmowanie potencjalnych zacisków, przez które mógłbym dostać się na drugą stronę zawaliska i zwiedzanie reszty jaskini w poszukiwaniu innych głębokich studni. Wnioski po 10 dniach spędzonych w Pet Cementary nie były optymistyczne. Żadnej ewidentnej drogi, zacisk na 70 m wydawał się zdecydowanie za mały jak dla mnie nawet w konfiguracji NM a i to co za nim mało optymistyczne. Innych studni też nie zanalazłem w okolicy Blue Abyss. Jednym zdaniem kompletna dupa :(


Wycofałem się trochę zniechęcony, a kolejne próby odłożyłem na przyszłość. W marcu 2011 powróciłem do Blue Abyss. Już na pierwszym nurkowaniu przypatrzyłem się dokładniej zaciskowi na dnie i definitywnie zrezygnowałem z tej drogi. Ponad godzinę przeglądałem całe zawalisko krok po kroku i nic zachęcającego nie znalazłem. Znów rozczarowanie. Dzień przerwy i kolejna próba (nie można się przecież tak poddać za pierwszym razem).


Już na początku przeszukiwania dna na 60 m dostrzegam niewielkie okienko pomiędzy głazami. Przypominam sobie od razu, że już w zeszłym roku mnie ono zaciekawiło, ale później o nim zapomniałem. Pewnie narkoza azotowa zresetowała moją pamięć ;)!!!


Oglądam je teraz dokładnie i mierze rękoma. Wygląda na to, że powinienem się przecisnąć przez nie z jedna butla w ręku. Za nim dalej ciasno, ale widzę komorę w której dam radę się obrócić więc powinno być względnie bezpiecznie. Rzut oka na manometry, chwila wahania i decyduję się na dalsze płynięcie. Dowiązuje kołowrotek i kładę go koło zacisku, a sam wracam na półkę na 50m. Szybkie odpięcie klamer i w 30 sekund reb i pletwy leży obok na skale. Sam z dwoma butlami w ręku szybkim skokiem opadam w okolice zacisku. Nie ma czasu na zbędne ruchy bo w butlach szybko ubywa trymiksu. Jedną butlę zostawiam przed zaciskiem a z drugą w ręku wbijam się w zwężenie. Trochę trę suchaczem, ale nie jest źle . Dwa metry luzu i kolejne zwężenie tym razem luźniejsze. Jestem za zaciskiem. Stabilizuje poręczówkę i rzut oka dokoła. Hm, w dół puści, ale dalej ciasno, pewnie będzie z tego dupa ale sprawdzić trzeba. No ale nie tym razem, nie z jedna butlą ale dalej bez płetw by w razie czego się łatwiej obrócić. Wracam przez zaciski i już wiem, że są one do przejścia w obydwie strony, mniej stresu będzie na przyszłość!!!!. Jeszcze tylko reb na plecy i jestem w domu, znaczy psychicznie, bo jeszcze zostało 2 godziny deco i kawal płynięcia w poziomie, ale to już luzik:)


Iskierka nadzieji rozbłysła na maxa jak w kolejnych dniach przepłynąłem kolejne 15 m pomiędzy głazami lawirując to w prawo to w lewo i znalazłem się w obszernym mytym korytarzu, kolejny nurek i kolejne 50m i wychylam głowę w potężnym kolektorze. Kurwa mać, pomyślałem sobie patrząc w głąb, udało ci się skurczybyku, przelazłeś to kurewskie zawalisko, godziny pracy nie poszły na marne!!!!!, Przypiąłem błyskacz na końcu poręczówki zanotowałem azymuty. W trzech butlach co je miałem ze sobą już ubyło sporo trymiksu i uzanłem że czas wracać. Jeszcze tylko szybkie pomiary i hyc w zacisk

Już na deco podzieliłem się nowinami z Irenką, Markiem i Rutkiem, którzy mnie asekurowali mając zapasowe butle z gazami na deco i powrót gdybym nie dał rady założyć reba na plecy. Wszyscy poczuliśmy dużą satysfakcje. To nasz wspólny pierwszy krok w podboju Blue Abyss.


Drogę mamy otwarta, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że wiele więcej nie dam rady odkryć na OC, to przecież 70m głębokości , no może kolejne 100 m w poziomie z trzema, czterema butlami, ale to za mało by dotrzeć do PITA. To ponad 500m. No a podły zacisk co go się tyle naszukałem i nastresowałem przy jego przechodzeniu to od dziś się będzie nazywać TKM - Teraz Kurwa My!!!!!!! :)




Decyzja zapada, przerywamy eksploracje w Blue Abyss i wracamy do The Pit. Od strony Pita jest szeroko i żadnych zacisków więc powinno być łatwiej dopłynąć do Noble Roomu, gdzie zostawiłem błyskacz.

Rutek wraca do domu, a my przygotowujemy się do kolejnego poważnego nurka w The PIT. Teraz to ma naprawdę sens, bo najtrudniejsza przeszkoda na drodze połączenia w postaci zawaliska w Blue Abyss zostało ostatecznie pokonana!!!!!
Do nurkowania w the Pit nie musimy się szczególnie przygotowywać, mamy wszystko przećwiczone przy poprzednich akcjach.


Transport sprzętu, asekuracje, łączność z kesonem a samo nurkowanie będzie się głównie różniło czasem trwania i tym co zobaczę na przodku. Szacuję, że nurkowanie zajmie mi od 10 do 16 godzin, więc wstajemy o czwartej w nocy, by przy syfonie być o świcie.

Za wiele na tym etapie nie gadamy, każdy wie, co ma robić, a i instynktownie oszczędzamy siły przed długim dniem. Zanurzenie i płyniecie na przodek przebiega spokojnie.



Już szósty raz przemierzam tę drogę, wiec czuję się jak na własnym podwórku. Ponad 25 min na średniej głębokości 100 m nieźle mnie nasyca helem i azotem. Na przodku dowiązuje nowy kołowrotek i rozwijając poręczówkę zaczynam się powoli wznosić do góry to znow opadac, 30, 60, 120 .....linka z oznaczeniami odleglosci powoli wysnowa sie z mojego kolowrotka


Cholera, moje płyniecie do przodu zostaje mocno spowolnione przez konieczność stabilizowania poręczowki na przelamaniach korytarza. Jak jaskinie zacznie się tak nieznosnie komplikowac to za wiele na tej akcji nie przplyna i nie odkryje.

Ostatecznie podejmuję decyzję o odwrocie po przeplynieciu 200 m.. To i tak trochę za duż. Poreczowanie i kartowanie zajelo mi sporo wiecej czasu niz planowalem a skomplikowany profil nurkowania ( to w gore to w dol) mogl doprowadzic do wytworzenia mikropechcerzykow.

Zaczynam sie obawiac czy nie przypłacę tego nurkowania choroba dekompresyjną więc dla bezpieczeństwa wydłużam przystanki decomresyjne w powrotnej drodze jednocześnie obserwując, czy nie pojawiają się jakieś nietypow objawy neurologiczne.

Jak juz jestem plytko (30-40m) Irenka z Markiem na zmianę odbierają niepotrzebne skutery i butle, a następnie dostarczają do kesonu picie i jedzenie. Telefon, który wcześnie zamontowaliśmy, bardzo zwiększył komfort komunikacji i poprawił bezpieczeństwo. Na szczęście bez żadnych objawów wyłażę na powierzchnię po 11 i pół godzinie cały i zdrowy tylko troche rozczarowany

Jest juz dawno po zmroku. Dzięki Markowi i Ireniie wszystko już mamy w aucie i tylko został nam do wytargania dualrebreather. Zmęczeni, pogryzieni przez komary i troszkę zasmuceni wypłyceniem się korytarza wracamy do hotelu tuż przed północą.


Jaskinia jednak nie poddaje się łatwo, oj nie!!!! Już o świcie gdy wszyscy jeszcze śpią ja siedzę na krawężniku pod sklepem i popijając słodką kawę z Oxo analizuję sytuacje. Żeby dalej eksplorować od strony The Pit potrzebuje wsparcia od strony naszego Instytutu Medycyny Hiperbarycznej by wyszykować odpowiednie procedury i tabele do nurkowania o tak nietypowym profilu. W tym celu musze wrócić do kraju. Na eksploracje od strony Blue Abyss nie mam już kasy, bo choć mam wsparcie bazy Protec Playa to za sam hel i tlen musze sam zaplacić. Gazy w Meksyku są drogie a wszystko trzeba robić na OC, gdyż wydaje mi sie ze zacisk TKM jest zbyt ciasny by przepłynąć go z rebem no i do tego trzeba ludzi do pomocy a Marek i Irena za parę dni wracają do kraju. Szkoda, wielka szkoda !!!

Ostatnie wspólne dni przeznaczamy na nakręcenie paru filmików w znanych nam jaskiniach i zasłużonej wycieczce w głąb Meksyku. Z żalem żegnam na lotnisku Marka a parę dni później Irenke jednocześnie bardzo im dziękując za nieocenione wsparcie.

Trzy dni bezczynności i odpoczynek podczas podróży do Campeche zrobiły swoje.


Znów zaczynam myśleć konstruktywnie o jaskiniach i eksploracji. A dlaczego by nie przepchnąć reba na druga strone TKM??? No tak, ale z bailoutem sobie nie poradzę, bo wyjdzie z 10 butli jak nic a przecież jestem już sam. Sporo czasu i wysiłku zajmie mi ich rozkładanie. No nie ma rady albo czekam do przyszłego roku albo trzeba przepchnąć dualreba. Ten szalony pomysl coraz bardziej nie daje mi spokoju i drąży mój umysł. Zwariowane przedsiewzięcie, ale daje nadzieje na dalsza eksploracje. Szybko wyliczam co mam do zrobienia: przeróbka reba by był mały, by się łatwo zakładał i zdejmował no i jakiś musze mieć SM Equesa pod spodem by w nim przepychać ten cały złom. Najbliższą noc spędzam z igłą , nożyczkami i kombinerkami wywalając z mojego reba co niepotrzebne, a to co pozostało układając w względnie opływowy kształt


Kolejne dwa dni to wyważanie i ćwiczenie do znudzenia, zdejmowanie, zakładanie i przepychanie pomiędzy skałami mojego potworka to na prawym boku, to na lewym, z zamkniętymi oczami oddychając na zmianę z to z bailoutu, to z reba tak by mieć wszystkie warianty przećwiczone a wszystkoo na 2m głębokości i 6m od krawędzi cenoty. Chyba musialem robić jako niezła atrakcja turystyczna dla snorklujących turystow. Pod koniec drugiego dnia jestem już całkiem zadowolony z efektów mojej pracy i zaczynam wierzyć w sens mojej decyzji. Szkoda tylko, że jestem sam no ale co zrobić.


Decyduje się na pierwszą próbę z twardym postanowieniem, że jak coś będzie szło opornie to robię odwrót i kończę tą zabawę. No i jak to w życiu bywa, im mocniejsze przygotowania tym lepsze w akcji efekty.

Zacisk pokonuje na luzie i wiem ze w powrotnej drodze tez nie powinno być problemu. Z założonymi rebami na plecach przez najbliaszą godzine eksploruje nową salę "Noble Room", rozkładam poręczówki i robie pomiary

Działam niespiesznie, bo dualreb daje mi praktycznie nieograniczona swobode do 8 godzinnego działania. Sprawdzam po kolei kolejne korytarze i oznaczam te co mi w przyszłości pozwolą popłynąć w kierunku The Pit.

Cały nurek zajął mi 6 godzin, więc spokojnie miałem jeszcze 2 godziny zapasu.

Już po ciemku pakuje samochód i tym razem samotnie wracam do hotelu z poczuciem satysfakcji. Do połącznia zostało jeszcze sporo pracy, bo jaskinie oporne ale Ja, mój dualreb i mój zespół zrobiliśmy kawał dobrej roboty i mamy do czego wracać w przyszłości!!!!!!!



Skład zespołu:

Krzysiek Starnawski - eksploracja

Irena Stangierska - support i fotografia

Marek Klyta - głęboki suport

Grzegorz Rutkowski - support

Matt (Protec Playa) wsparce techniczne i logistyczne


EKSPLORACJA

THE PIT - nowy korytarz: "Schody do nieba" o długości 180m, czas akcji finałowej nurkowej 11,5 godziny

- przedłiużenie korytrza Getin Step 70m

BLUE ABYSS - nowy korytarz: "Equues" i sala "Noble Room" o łącznej długości 200m i pogłębienie jaskini z 71 do 101m. Odkrycie i pokonanie zacisku TKM. Czas akcji finałowej 6 godzin.


PLANY

No więc chyba nie ma rady. Trzeba kontynuowac to co zaczęliśmy :) Zbieramy kase, przerabiamy sprzet, trenujemy w europejskich jaskiniach i miejmy nadzieje ze juz w pazdzierniku , najdalej w listopadzie pociagniemy eksploracje i połączymy te dwie jaskinie. Najtrudniejsze mamy za soba a ta ilość pracy, którą włożyliśmy w projekt miejmy nadzieje że zaprocentuje w jesiennej wyprawie.

tekst: Krzysiek Starnawski

fotografia: Irena Stangierska